2 lutego 2015

Kto wcisnął mi aparat do ręki,czyli moja krótka,dziwna historia.

   
 Muszę szczerze powiedzieć ,że aparat nigdy,kiedy byłam młodsza,nie był przedmiotem pożądanym Robiąc zdjęcia jeszcze jako kilkulatka robiłam je zamazane,ucięte lub prześwietlone,bo od jakichkolwiek ustawień był dla mnie ważniejszy ten "pstryk". Mam nadal te zdjęcia w domu,bo są analogowe i chcąc nie chcąc musiały zostać wywołane. Słyszałam nawet od rodzeństwa docinki na ten temat ,że fotografa to ze mnie nie będzie..

.
    Czas jakoś tak mijał ,a ja rozkochałam się w makijażach i malowaniu tym,że mogę łączyć kolory,tworzyć,szukać ciekawego efektu. Od dawna pociągały mnie kolory,to ile potrafią dać i wnieść w życie,a makijaż dawał mi nieskończenie dużo możliwości na zabawę z kolorem. Skupiłam się na tym i pisaniu powieści. Zresztą robię to do dnia dzisiejszego. Bywa,że maluje dziewczyny na studniówki czy wyjścia. Wracając jednak do fotografii...
   Pierwszą osobą ,która stwierdziła ,że "fajnie patrzę" był pewien,wtedy mój przyjaciel,który sam pasjonował się fotografią. Dziś działa fotograficznie i z tego co się orientuje pisze jeden z portali fotograficznych. Pozwolę jednak,zostać mu anonimowym ze względu na pewne sprawy prywatne. Tak będzie lepiej. W każdym razie,motywował mnie,marudził bym próbowała,ćwiczyła z aparatem.  Bywało nawet tak,że zmuszał mnie bym poszła w teren z aparatem i pokazała mu efekty...Każde jego takie próby przyjmowałam ze śmiechem i wzruszeniem ramion- jakoś nie wydawało mi się by to było dla mnie, biorąc dodatkowo moją sytuacje zdrowotną,przecież fotograf to ktoś kto musi się położyć,ukucnąć i być mobilny. O swoich ograniczeniach fizycznych nie będę się tu wywlekać nie będę,bo faktycznie,choroba czasem mi coś utrudnia i muszę podejść do problemu nieraz zupełnie inaczej niż wszyscy,ale cóż. Trzeba próbować,a nie nie narzekać. Poza tym,mając w pamięci doświadczenia z fotografią miałam obawy czy to nie będzie klęską. Jednak,udało mu się,zasiał we mnie ziarenko zastanowienia. Czas mijał ,nasza znajomość się skończyła i dziś,obecnie nie mam z nim kontaktu. Mimo to,mój aparat,wtedy typowy kompakt,zaczął mnie drażnić. Irytowało mnie to,że wszystko właściwie zależało od aparatu- nie ode mnie.
     W tym czasie moja znajoma ,z którą wtedy spędzałam czas i się przyjaźniliśmy kupiła sobie Nikona D5100, z tego co wiem to ma go do dziś ,ale w jej przypadku wcale nie zapałała miłością do fotografii ,a sam aparat traktuje jak coś zwykłego. Ale to miało dość duży wpływ na mnie,zaciekawiło mnie co takiego mają w sobie lustrzanki. Pamiętajcie,że dorastałam w czasach gdzie lustrzanka była rzadkością,a prawie każdy miał cyfrówkę lub aparat analogowy.
   Robiłam zdjęcia,kwiatów,naturze,ludziom nadal się próbując w tym. Zdarzało się,że wychodziłam na ulice robić zdjęcia ludziom z ukrycia i z przypadku tylko po to by się spróbować.

 Na jakiś czas zapomniałam o tym,że mam aparat kompletnie. Moje życie wywróciło się do góry nogami i najpierw musiałam dojść do ładu ze sobą. Sprawy z życia prywatnego przyćmiły wszystko,musiałam nauczyć się z tęsknotą.
    W którymś momencie poznałam Magdę z Magda Czyżyk photography. Magda i ja od pierwszych wiadomości złapałyśmy dobry kontakt i to Magda próbowała mnie zmotywować do działania,pokazania się światu, Zainwestowałam w sprzęt,kupiłam aparat,obiektyw ciągle dostając wsparcie od innych osób,które uznawały co chwilę ,że umiem patrzeć na człowieka i znaleźć to "coś "w nim.
   Stworzyłam i nadal rozbudowuje swoją skromną garderobę do sesji zdjęciowych,która składa się przede wszystkim z bajkowych,kolorowych sukien balowych. Dziś to już moja taka mała obsesja. Jak zobaczę interesującą mnie suknię nie mogę się powstrzymać by jej nie zdobyć i nie użyć do sesji.
   Jeśli mam być szczera to nigdy nie myślałam ,że ja odniosę jakiś choćby mały sukces w tym co robię. A teraz,coraz więcej osób chce mi towarzyszyć,współtworzyć ze mną,poświęcić czas prywatny dla mnie.

Kilka osób pisało do mnie z pytaniem o to jaka jest moja historia,dlaczego fotografia i skąd w ogóle ten cały pomysł. Od ostatniej takiej wiadomości dużo o tym myślałam próbując sobie wszystko przypomnieć,uporządkować,bo te wszystkie zdarzenia,zbiegi okoliczności i to co widzicie teraz zaczęło się dość dziwnie.
    W czerwcu,będąc na spotkaniu ze swoją grupą ludzi ze studiów wykonałam im zdjęcia,dokładniej ok 200 :D. To oni namówili mnie ostatecznie na założenie Fanpage. Kilka osób z nich uczestniczyło w różny sposób w moich sesjach. Żartowali,że zostałam ich etatowym fotografem, 
    A jak to wygląda teraz? Teraz mam szafę pełną stroi jak prosto z kółka teatralnego. Uwielbiam szukać przedmiotów,stroi,elementów ubrań ,które nadają się do zdjęć. Posiadam dwie lustrzanki i kilka obiektywów portretowych.
    "Dlaczego fotografujesz ludzi,przecież to ciężkie i wymaga sporego przedsięwzięcia" Jest w tym sporo racji. By stworzyć portret trzeba znaleźć modela,pomysł ,stylizacje i jeszcze... Tak,to jest racja,wymaga to sporo zaangażowania i kosztów. Musisz być bardzo cierpliwa i otwarta by tak działać z obcymi zupełnie ludzi.
   Często też słyszę ,że mając taką sytuacje zdrowotną jak moja inni by się wycofali. Pytanie tylko,dlaczego? Przecież nie wybrałam sobie tego sama i nie powinnam z tego powodu się karać. Moja choroba to nie tragedia i czasem śmieszy mnie to jak ludzie na mnie patrzą gdy ich zaczepiam ,żartuje. Jeśli chce,potrzebuje pomocy ktoś z mojej asysty lub modeli mi pomaga i tyle. Siedzenie z myślą ,że choroba pozbawiła mnie nadziei ,przyjaźni czy pasji to największa głupota! Nigdy też nie zdarzyło mi się tak,że model/modelka odmawia mi współpracy ze względu na ten fakt,raczej dają mi się poczuć jak zupełnie zdrowa dziewczyna. Owszem,podejrzewam,że w pierwszych chwilach może im być trochę dziwnie,bo fotografów z własną bryką nie ma wiele,ale po chwili się do mnie przekonują( mam taką nadzieje).
   Zdarza się ,że przechodnie,modelki mi mówią miłe słowa,że nie sądziły ,że z przeciwnościami tak można żyć i się nie poddawać. Wszystko zależy od tego jaką energię i nastawienie ze sobą nosicie!
   Tak,ludzie gapią się na mnie kiedy przechodzę chodnikiem,jestem gdzieś,a kiedy jestem z ekipą i coś tworzymy to bywa nasilone. Mnie samej nigdy to nie zraża-ludzie zawsze patrzą na to co jest inne,nieznane im lub rzadko spotykane.
 Kombinuje z różnymi efektami i z różnym sprzętem do fotografowania. Doceniam każdy promień
miękkiego światła słonecznego i poznaje nowych ludzi. Z każdym rokiem coraz bardziej kocham i podziwiam tancerzy,zwłaszcza moje ukochane baletnice,do których mam szczególny sentyment. Odnośnie tego,co bym chciała w przyszłości- nie wiem. Wiem ,że zdjęcia to ciągła nauka,zabawa i próbowanie zdobycia najlepszego światła,momentu i okoliczności.
   Mogąc skromną swoją osobą coś radzić,powiem tak. Nie ważne co robisz- tańczysz,fotografujesz,robisz biżuterię- musisz być cierpliwy i starać się działać jak najwięcej,nie poddawać się i szukać swojego stylu i pomysłu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz